Dlaczego Dzień Przyjaźni powinien być obchodzony jesienią?
Jak co roku na dziedzińcu naszej szkoły — która nomen omen nosi imię 1000-lecia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej — zebraliśmy się, aby złożyć kwiaty i zapalić znicze pod tablicą pamiątkową poświęconą 100 tysiącom polskich uchodźców z 1939 roku oraz Węgrom, którzy spieszyli im z pomocą. Choć oficjalny kalendarz wskazuje 23 marca jako Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, to właśnie nasze wrześniowe spotkanie przypomina, że polsko-węgierska więź najpełniej wybrzmiewa jesienią — tam, gdzie zrodziła się z próby najtrudniejszej: biedy, cierpienia i bezinteresowności.
Ustanowiony w 2007 roku przez oba parlamenty Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej przypada na 23 marca. Ta wiosenna data ma swoje piękne i zrozumiałe uzasadnienie: nawiązuje do Wiosny Ludów 1848 roku, kiedy generał Józef Bem stał się węgierskim „Ojczulkiem Bemem” (Bem Apó), a Legion Polski krwią pieczętował braterstwo broni w imię wolności obu narodów. O ile jednak wiosna była czasem żołnierskich uniesień i wielkich ideałów, o tyle jesień odsłania to, co w relacjach międzyludzkich najcenniejsze: cichą, serdeczną solidarność w chwili narodowej katastrofy.
Wrześniowe uroczystości na naszym dziedzińcu
Obchody, które — wraz z Ogólnokrajowym Samorządem Polskim na Węgrzech oraz Samorządem Narodowości Polskiej II Dzielnicy Budapesztu — zorganizowaliśmy pod tablicą pamiątkową, to dla nas coś znacznie więcej niż tradycyjny punkt roku szkolnego. Miejsce to jest dla nas zobowiązaniem: nosząc imię 1000-lecia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, każdego dnia uczymy dzieci i młodzież, że przyjaźń to nie tylko to, co dostajemy, ale też — a może przede wszystkim — to, co potrafimy dać i ile potrafimy się poświęcić.
Podczas tegorocznej uroczystości nasi uczniowie, nauczyciele oraz zaproszeni goście stanęli razem w zadumie. Złożone pod tablicą wieńce stały się przypomnieniem ludzkiej odwagi i przyzwoitości z najczarniejszych dni II wojny światowej.
Wrzesień 1939: granica ocalenia
Wspomnienia, które przywołaliśmy podczas apelu, sięgają połowy września 1939 roku. Losy II Rzeczypospolitej były przypieczętowane, a od wschodu uderzyła Armia Czerwona. Wtedy oczy dziesiątek tysięcy żołnierzy i cywilów zwróciły się ku Karpatom. Dokładnie 18 września 1939 roku Królestwo Węgier podjęło historyczną decyzję o otwarciu granic.
Budapeszt znajdował się pod potężną presją Berlina. III Rzesza domagała się zgody na przemarsz wojsk przez węgierskie terytorium i zaryglowania szlaków przed Polakami. Premier Pál Teleki kategorycznie odmówił Hitlerowi, wypowiadając słowa, które przeszły do legendy: „Prędzej wysadzę własne linie kolejowe, niż wezmę udział w agresji na Polskę”.
Granica stanęła otworem, a do węgierskich domów trafiło ponad sto tysięcy uchodźców — wojskowych, urzędników, kobiet i dzieci. Zamiast obozów jenieckich spotkali się z bezprecedensową gościnnością. Powstały punkty medyczne, komitety opiekuńcze Józsefa Antalla seniora oraz polskie szkoły — ze słynnym liceum w Balatonboglár na czele. To wtedy porzekadło, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, stało się codzienną praktyką węgierskich rodzin i całych społeczności dzielących się chlebem z uchodźcami.
Październik i listopad 1956: krew i sto wagonów szkła
Siedemnaście lat później los odwrócił role. Wybuch powstania węgierskiego 23 października 1956 roku i wejście sowieckich czołgów do Budapesztu wywołały w Polsce spontaniczną falę solidarności.
Polacy masowo oddawali krew dla rannych powstańców, zbierali leki i żywność. Zbliżała się jednak zima, a zrujnowana węgierska stolica stanęła w obliczu kolejnego dramatu: w tysiącach ostrzelanych mieszkań, szkół i szpitali nie było szyb. Ludziom groziło zamarznięcie we własnych domach.
Wtedy z Polski nadeszła pomoc niezwykle prozaiczna, a ratująca życie. Polskie huty podjęły natychmiastową produkcję tafli budowlanych, a kolejarze nadali transportom absolutny priorytet. Do zniszczonego Budapesztu dotarło ponad sto wagonów wypełnionych szkłem okiennym. Obok krwi to właśnie te polskie szyby, wstawiane w pośpiechu przed grudniowymi mrozami, pozwoliły tysiącom węgierskich rodzin przetrwać najcięższe chwile.
Jesień – czas prawdziwych przyjaciół
18 września 1939 roku i 23 października 1956 roku to dwie klamry tej samej opowieści: o narodach, które w godzinie próby nie kalkulowały zysków ani strat. Jedni otworzyli granice dla uchodźców, drudzy wysłali pociągi ze szkłem i krwią, by ratować miasto przed mrozem.
Dlatego jako stoimy na stanowisku, że to właśnie jesień jest najbardziej autentycznym czasem świętowania polsko-węgierskiej przyjaźni. Kwiaty składane na naszym dziedzińcu pod tablicą pamięci przypominają, że ta więź nie narodziła się przy dyplomatycznym stole, lecz na karpackich przełęczach i peronach kolejowych — w chłodzie jesiennych dni, gdy liczyło się tylko to, by podać drugiemu pomocną dłoń.
Dziękujemy serdecznie współorganizatorom uroczystości — Ogólnokrajowemu Samorządowi Polskiemu na Węgrzech oraz Samorządowi Narodowości Polskiej II Dzielnicy Budapesztu — za wsparcie.
Dziękujemy gościom: Rzecznik Narodowości Polskiej w Zgromadzeniu Narodowym Węgier Iwonie Tóthné Szegedi, przewodniczącej OgÓlnokrajowego Samorządu Polskiego i Samorządu Narodowości Polskiej II dzielnicy Marii Felföldi, dyrektorowi Polskiego Instytutu Badawczego i Muzeum w Budapeszcie dr Gáborowi Lagzi, zastępcy dyrektora Instytutu Polskiego w Budapeszcie Markowi Sadowskiemu, a także wszystkim Rodzicom i Uczniom za obecność i wspólne przeżywanie tego ważnego dnia.
Katarzyna Desbordes-Korcsev



Ogólnokrajowa Uzupełniająca Polska Szkoła i Przedszkole na Węgrzech
Lengyel Kiegészítő Nemzetiségi Nyelvoktató Iskola és Kiegészítő Nemzetiségi Óvoda
Szkoła (i przedszkole), które łatwo polubić od pierwszego wejrzenia, a potem pokochać całym sercem!




polska szkola Budapeszt Wegry




polska szkola Budapeszt Wegry



