top of page

XI Spotkanie Młodzieży Narodowościowej

Węgry od wieków są domem dla trzynastu uznanych narodowości: od Niemców i Słowaków, przez Chorwatów, Serbów i Rusinów, po Greków, Bułgarów i nas, Polaków. Raz w roku ich młodzi przedstawiciele zjeżdżają się w jedno miejsce, by przez kilka dni wspólnie się bawić, rozmawiać i po prostu być razem. Tak wygląda Nemzetiségi Ifjúsági Találkozó, czyli Spotkanie Młodzieży Narodowościowej, które w tym roku odbyło się już po raz jedenasty.
Polską narodowość od lat reprezentuje w dużej mierze to samo, dobrze znane nam grono: dawni uczniowie i uczennice naszej szkoły. Sami zresztą żartują czasem, że w ich przypadku to raczej zjazd absolwentów niż spotkanie narodowościowe. Trudno się z tym nie zgodzić, ale w tym żarcie kryje się coś, co napawa nas ogromną dumą. Ci, którzy jeszcze niedawno biegali po szkolnych korytarzach, występowali na akademiach i z mniejszym lub większym entuzjazmem odrabiali lekcje z języka polskiego, dziś z własnej woli i z przekonaniem reprezentują Polonię wśród rówieśników z innych narodowości. Lepszego świadectwa sensu naszej pracy trudno sobie wyobrazić.
Nowe miejsce, nowe czasy
Od zeszłorocznego, jubileuszowego spotkania wiele się zmieniło. Impreza w swoich korzeniach wyrosła z polityki narodowościowej poprzedniego rządu. Po wiosennych wyborach, trudno było nie zauważyć, że coś się przesunęło, choć nie we wszystkim i nie od razu. Najwyraźniej było to widać w samym miejscu i terminie spotkania: po raz pierwszy w październiku, a nie we wrześniu i po raz pierwszy gościło nas Városlőd, niewielka, malownicza miejscowość w sercu Lasu Bakońskiego. Subtelnie inna była też atmosfera, jakby wszyscy, organizatorzy i uczestnicy, z ciekawością i odrobiną niepewności przyglądali się temu, co przyniosą nowe czasy.
Park rozrywki tylko dla nas
Nowe miejsce przyniosło jednak przede wszystkim nowe przeżycia. Największe emocje wzbudziła wspólna wizyta w parku rozrywki. Sezon dawno się skończył i park powinien już spokojnie czekać na wiosnę, ale specjalnie dla uczestników spotkania otworzył swoje bramy. Pogoda okazała się wyjątkowo łaskawa: słońce świeciło tak, jakby ktoś przez pomyłkę przestawił kalendarz z powrotem na lipiec. Od letniego dnia różniło się to tylko jednym, ale za to ogromnie przyjemnym szczegółem: do żadnej atrakcji nie trzeba było stać w kolejce. Takiego luksusu nie zapewni żaden, nawet najdroższy bilet VIP.
Belgijka zamiast poloneza
Tradycyjnym i wyczekiwanym punktem programu jest dyskoteka narodowościowa, na której każda grupa stara się pokazać i przekazać innym coś swojego. Długo zastanawialiśmy się, z czym tym razem wystąpić. Polonez jakoś nie pasował do dyskotekowego klimatu 😉, więc postawiliśmy na belgijkę. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Po kilku minutach nauki tańczyła już cała sala, a gdy muzyka ucichła, rozległy się głośne prośby o bis. Potem o kolejny i jeszcze jeden, bo zabawa tak się wszystkim spodobała, że nikt nie chciał jej kończyć. Kto wie, może w kilku węgierskich miejscowościach belgijka zagości teraz na szkolnych zabawach, a wszyscy będą tłumaczyć, że to „polski taniec”, nie przejmując się zbytnio tym, co sugeruje jego nazwa.
Pod rozgwieżdżonym niebem
Pogoda pozwoliła na jeszcze jedną niezwykłą przygodę. Z dala od wielkich miast i ich świateł noc w Városlőd była naprawdę ciemna, taka, jakiej mieszkańcy Budapesztu na co dzień niemal nie znają. Wykorzystaliśmy to i wspólnie oglądaliśmy gwiazdy przez lunetę. Dla wielu uczestników był to widok zupełnie wyjątkowy, a pod wspólnym, rozgwieżdżonym niebem rozmowy same schodziły na tematy znacznie ważniejsze niż plan kolejnego dnia.
Świat postawiony na głowie
Jedno pozostało jednak bez zmian i chyba właśnie to stanowi o wyjątkowości tego spotkania: ono za każdym razem odwraca perspektywę. Nasza szkoła często organizuje i wspiera wyjazdy do Polski. Podczas nich nasze „dzieci” słyszą, że są „Węgrami”, „tymi z Węgier”. Podobnie bywa na spotkaniach z młodą Polonią z innych krajów. Tam węgierskość staje się ich znakiem rozpoznawczym, czymś, co wyróżnia je z tłumu, a zarazem opisuje i definiuje. Na Spotkaniu Młodzieży Narodowościowej jest zupełnie inaczej. Wszyscy uczestnicy są Węgrami, obywatelami tego kraju, którzy tu mieszkają, chodzą do szkoły, studiują i pracują. W tym tłumie nasza młodzież jest po prostu „tymi Polakami”. Nie znamy innej sytuacji, w której działoby się dokładnie to samo. To piękne i trochę zabawne odwrócenie rzeczywistości, które przypomina, że tożsamość narodowościowa nie polega na wyborze „albo-albo”, lecz jest bogactwem „i-i”.
Nasi absolwenci naprawdę się z tego cieszą. Nie mówią o tym górnolotnie, ale widać to w ich uśmiechach, w żartach i w tym, że wracają rok po roku. Mają świadomość, że istnieje na świecie takie miejsce i taka rzeczywistość, w której to właśnie polskość jest tym, co ich wyróżnia i co inni w nich dostrzegają. Bardzo to doceniają, bo na co dzień, w szkole, na uczelni czy w pracy, ta część ich tożsamości często pozostaje niewidoczna. Tutaj zostaje zauważona i doceniona, a czasem nawet podziwiana.
Rozmowy, które coś znaczą
Na spotkanie przyjeżdżają ludzie młodzi, ale mądrzy i zaprawieni w życiu narodowościowym. Wielu z nich działa w samorządach, zespołach tanecznych, chórach i stowarzyszeniach, a niektórzy już dziś współtworzą życie swoich społeczności. Dlatego spotkania są doskonałą okazją do rozmów, na które na co dzień brakuje czasu albo partnerów: o tym, co mamy jako narodowości, co możemy, jak z tego korzystamy i czego nam wciąż brakuje. Wymiana doświadczeń z rówieśnikami, którzy mierzą się z bardzo podobnymi wyzwaniami, choć w innym języku i z inną historią, daje często więcej niż niejedna konferencja.
Polski stolik
Stałym punktem programu, obecnym od samego początku, jest kiermasz narodowości. Nasz polski stolik był w tym roku naprawdę śliczny, smaczny i bardzo polski, a jego urok przyciągał nie tylko rodaków, lecz także przedstawicieli innych narodowości. Udało się go przygotować dzięki wsparciu Ogólnokrajowego Samorządu Polskiego oraz Samorządu Polskiego II dzielnicy Budapesztu, którym z tego miejsca serdecznie dziękujemy.
Wracaliśmy z Városlőd zmęczeni, ale pełni wrażeń, z głowami pełnymi rozmów, nóg obolałych od belgijki i wspomnień rozgwieżdżonego nieba. Do zobaczenia za rok, gdziekolwiek wypadnie kolejne spotkanie!
Lea Desbordes-Korcsev

logo.png

Szkoła (i przedszkole), które łatwo polubić od pierwszego wejrzenia, a potem pokochać całym sercem!

iskolai brosura.jpg
bottom of page